Umów konsultację

Nie-miejsce, miejsce, miejsce dziedzictwa. O projektowaniu między przeszłością a przyszłością

Ilustracja otwierająca artykuł o projektowaniu miejsc dziedzictwa

Żyjemy w coraz bardziej zunifikowanych przestrzeniach. Miejsca dziedzictwa mają szczególny potencjał bycia wobec nich kontrą: pozwalają doświadczyć tego, co unikatowe. Mogą także stanowić katalizator pozytywnych zmian lub laboratorium dobrych praktyk na polu odpowiedzialnego, zrównoważonego rozwoju. Projektowanie dla dziedzictwa odzwierciedla specyfikę dziedzictwa jako takiego: wielowątkowość, otwierania szerokiego pola do interpretacji oraz łączenia przeszłości z przyszłością.

Nie-miejsce

Truizmem jest, że żyjemy coraz dalej od tu i teraz, przenosimy coraz większą część naszych doświadczeń do świata cyfrowego i towarzyszy nam coraz większa izolacja od innych ludzi. Powszechny sposób projektowania przestrzeni publicznej wciąż zbyt rzadko podejmuje próbę wyjścia temu naprzeciw. We współczesnych deweloperskich standardach miejsca wspólne na ogół są nieopłacalne. Centra małych miast, opuszczone przez drobny handel i usługi, coraz częściej straszą pustymi witrynami, centra wielkich zaś pamiątkami prosto z Chin i turkotem walizek o 4 nad ranem, prowadzonych przez turystów opuszczających AirBnB. Mieszkańcom to raczej nie przeszkadza, bo już ich tam nie ma. Globalizacja naszego otoczenia, a wraz z nią globalizacja doświadczenia jest widoczna w każdej galerii handlowej, w sieciowych hotelach i zunifikowanych lotniskach. Coraz trudniej świadomie i uważnie doświadczać miejsc jako całości: ich historii, materialności, dźwięków, zapachów. Bywa, że nie mamy czasu się zatrzymać, bywa, że nie ma nas co zatrzymać.

Marc Augé, pisząc na początku lat 90. o nie-miejscach, przeciwstawiał anonimowym przestrzeniom tranzytu miejsce antropologiczne: historyczne, związane z tożsamością i budowanymi przez ludzi relacjami. Na jego liście nie-miejsc znalazły się między innymi lotniska, autostrady, supermarkety i hotele. Trzy dekady później lista ta wydaje się niepełna. W realiach masowej turystyki obiekty zabytkowe i muzea także stają się często „miejscem do odhaczenia”, któremu potok odbiorców nie poświęca większej uwagi i namysłu, pozostawiając po sobie jedynie zdjęcie opublikowane na Instagramie. Negatywne społeczne i ekonomiczne konsekwencje dekad turystyfikacji nastawionej wyłącznie na ilość, a nie na jakość obserwować można w setkach miejsc na całym świecie, z miastami takimi jak Barcelona, Rzym, Kraków na czele.

Im więcej na naszej drodze nie-miejsc, tym bardziej potrzebujemy i coraz częściej poszukujemy miejsc autentycznych: takich, które mają własną tożsamość i znaczenie, w których spotkanie z innymi ludźmi ma sens, a przestrzeń daje powód, żeby zostać na dłużej. Miejsca dziedzictwa, ze swoją zabytkową, autentyczną tkanką opowiadającą o minionych ideach, mają naturalny potencjał bycia miejscem: tożsamości, znaczeń, wartości, relacji i działania. Współczesne praktyki projektowe pomagają ten potencjał wydobywać.

Antyturystyczny mural na ulicy w Barcelonie

Street art w Barcelonie

Antyturystyczny mural w Barcelonie pokazuje napięcie między miastem jako miejscem życia a miastem podporządkowanym masowej turystyce. W historycznych centrach presja turystyczna może prowadzić do zaniku lokalnych funkcji, wypierania mieszkańców i utraty codziennego charakteru miejsca.

Miejsce

Z pomocą przychodzi m.in. placemaking — praktyka projektowa coraz ważniejsza w myśleniu o przestrzeniach wspólnych. Choć termin bywa sprowadzany do pola urbanistyki i architektury: atrakcyjnie zaprojektowanego placu, mebla miejskiego czy zieleni, jego sens jest szerszy: chodzi o tworzenie warunków, w których przestrzeń zaczyna być używana, oswajana i uznawana za własną. Czasem zmiana nie wymaga wielkiej interwencji. Dobrym przykładem są wiedeńskie Enzis na dziedzińcu MuseumsQuartier. Po otwarciu kompleksu okazało się, że brakuje mu miejsc, które pozwalałyby po prostu usiąść i zostać: odpocząć, porozmawiać. Meble stały się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów MQ. To ciekawy przykład, bo pokazuje, że dobrze zaprojektowany mebel miejski w połączeniu ze społecznością spragnioną kulturotwórczej przestrzeni, rzeczywiście może zmienić funkcję, charakter i energię miejsca.

Warto jednak myśleć o placemakingu znacznie szerzej i bardziej holistycznie. Miejsce historyczne jest szczególnym tworzywem: posiada własną materialność, pamięć i historię użytkowania, bywa niejednoznaczne, wielowątkowe, uwikłane w różne narracje polityczne czy społeczne. Projektant nie dostaje białej kartki. Dostaje palimpsest. A jego zadaniem jest stworzenie nowej treści, przez którą przebijają starsze warstwy.

Zwiedzający często styka się z miejscem dziedzictwa wiedziony ciekawością: chce poznać i doświadczyć czegoś innego niż to, co oferuje mu codzienność. Konkretnej materii, historii, krajobrazu, skali. Tę różnicę można jednak bardzo łatwo zatrzeć – zunifikowanym systemem informacji, wystawą wyglądającą podobnie jak dziesiątki innych albo przestrzenią podporządkowaną wyłącznie sprawnemu przepływowi turystów.

Enzis na dziedzińcu MuseumsQuartier w Wiedniu

Dziedziniec MuseumsQuartier pokazuje, jak niewielka interwencja może zmienić sposób korzystania z przestrzeni.

Dziedziniec MuseumsQuartier w Wiedniu z meblami Enzi

Miejsce znaczeń i relacji

Projektowanie dla dziedzictwa wymaga otwartego, interdyscyplinarnego podejścia, u którego podstaw stoi interpretacja przeszłości oraz wydobycie z niej wartości i wyzwań, które pozostają aktualne także poza własnym czasem, jak wspólnotowość, solidarność, wolność, gościnność, umiejętność życia razem mimo różnic oraz w relacji z naturą i krajobrazem. To właśnie na tym poziomie przeszłość może zacząć pracować dla przyszłości. Tak na przykład Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku nie ogranicza swojej roli do zachowania pamięci o wydarzeniach sierpnia 1980 roku. Z historycznego doświadczenia ruchu robotniczego wyprowadza pytania o demokrację, dialog, prawa człowieka i odpowiedzialność za wspólnotę. POLIN wychodzi od tysiąca lat historii Żydów polskich, ale historia staje się tam również przestrzenią rozmowy o migracji, różnorodności, sąsiedztwie, uprzedzeniach czy wykluczeniu.

Zobacz jak pracowaliśmy przy wystawie stałej POLIN

W przypadku miejsc dziedzictwa fundamenty marki są już poniekąd dane, tkwią w architekturze, krajobrazie, pamięci mieszkańców, dawnych funkcjach, wydarzeniach historycznych – czasem także tych trudnych. Nie trzeba wymyślać ich od zera podczas warsztatu strategicznego, należy raczej rozpoznać, co jest naprawdę charakterystyczne i jakie wartości mogą organizować współczesne funkcjonowanie miejsca. Jeżeli jedną z takich wartości jest otwartość, nie wystarczy wpisać jej do brandbooka. Powinna być widoczna w dostępności, języku komunikacji i sposobie realizowania programu. Jeśli mówimy o wspólnocie, mieszkańcy powinni mieć realną możliwość uczestnictwa. Odpowiedzialność środowiskowa również niewiele znaczy jako deklaracja, jeżeli model miejsca opiera się na masowym ruchu samochodowym, szybkich wizytach coraz większej rzeszy turystów i zalewie taniego pamiątkarstwa. Marka dziedzictwa zaczyna działać wtedy, kiedy zadeklarowane wartości można odnaleźć nie tylko w jej języku i identyfikacji wizualnej, ale i w długofalowym, zakorzenionym w strategii sposobie działania; nie jest wyłącznie projektem wykonanym przez specjalistów i przekazanym odbiorcy w gotowej postaci. Powstaje w wielu punktach styku, w środowisku realnym oraz cyfrowym i jest współtworzona przez ludzi, którzy uczestniczą w życiu miejsca.

Właśnie tutaj branding spotyka się z działaniami miękkimi. Archiwum społeczne może wprowadzić do narracji historycznej wielogłos dotąd w niej nieobecny. Rezydencja artystyczna może pozwolić na współczesną reinterpretację przeszłości. Wolontariat może budować kompetencje osób osobiście związanych z miejscem, czyniąc z nich jego orędowników. Partycypacja może wpływać na program kształtowany oddolnie, a partnerstwa sprawić, że wartości związane z dziedzictwem zaczną rezonować w znacznie szerszym kontekście. Nie każde działanie społeczne czy edukacyjne automatycznie prowadzi oczywiście do trwałych rezultatów. Można zorganizować dziesiątki warsztatów, policzyć uczestników, przygotować dokumentację i po zakończeniu projektu wrócić do punktu wyjścia. O tym, jak projektować takie działania i jak odróżniać frekwencję od rzeczywistej zmiany, pisaliśmy szerzej w tekście o działaniach miękkich w procesach rewitalizacji.

Dziedzictwo, a szerzej kultura, są doskonałą przestrzenią dla innowacji społecznych i wdrażania odpowiedzialnych, zrównoważonych strategii. Historyczny obiekt może stać się miejscem testowania nowych modeli współzarządzania i przedsiębiorczości; krajobraz kulturowy — odpowiedzialnej turystyki; muzeum — nowych metod budowania relacji społecznych. Organizacje zarządzające dziedzictwem mają w ręku wyjątkowe oręże do pilotowania głębokich zmian: zakorzenienie w konkretnym miejscu, jego pamięci i tożsamości, rozpoznawalność, znaczenie dla społeczności lokalnej.

Doświadczenie miejsca dziedzictwa składa się z wielu różnorodnych elementów, które moglibyśmy wyliczać bez końca: ze strony internetowej, z języka komunikacji, z dojazdu, z obsługi kasowej, z szatni i sklepu, systemu informacji miejsca, wreszcie z samego doświadczenia zwiedzania: materialności zabytku i sposobu prowadzenia narracji, z udogodnień dla rodzin z małymi dziećmi i dostępności dla osób z dysfunkcjami, z miejsca do odpoczynku, z oferty edukacyjnej, koncertów, festiwali… Design dla miejsc dziedzictwa wymaga myślenia niezwykle uważnego, wrażliwego na niuanse, „zwinnego” — odpornego na zmianę kierunków i przygotowanego na kolejne iteracje. Projektując dla dziedzictwa nie projektujemy okładki dla książki, tylko piszemy jej kolejne rozdziały.

Umów konsultację

Od badań i diagnozy, przez strategię, partycypację i partnerstwa, po wdrożenie, monitoring i ocenę wpływu.

Porozmawiajmy o tym, jak przełożyć pomysł na mocny, finansowalny program.

Heritage Compass

3 ostatnie wpisy